Po co komu szkielet w salonie? O Halloween, którego nikt nie potrzebuje
Szkielet siedzący w fotelu. Czarownica przy komodzie. Elegancka dama, której lepiej nie spotkać nocą w korytarzu.
Czy ktoś naprawdę potrzebuje takich rzeczy w domu?
Oczywiście, że nie. I właśnie dlatego są tak fascynujące.
Halloween ma jedną ogromną przewagę nad większością sezonowych dekoracji. Pozwala bez żadnego sensownego powodu wprowadzić do eleganckiego salonu coś dziwnego, mrocznego i zupełnie niepraktycznego. A przecież nie wszystko w domu musi być praktyczne.
Szkielet też może mieć klasę
Szkielet jest symbolem przemijania, śmierci i całego tego mało optymistycznego zestawu spraw, o których na co dzień staramy się raczej nie myśleć.
Ale wystarczy ubrać go w aksamitny frak, kapelusz albo dać mu przesadnie dystyngowaną pozę i sytuacja robi się znacznie ciekawsza.
Nagle zamiast grozy pojawia się czarny humor.
Lady Adelaide ma sto siedemdziesiąt osiem centymetrów, czyli mniej więcej tyle co dorosła osoba. I to zmienia wszystko. Nie patrzy się na nią z góry jak na figurkę – spotyka się ją wzrokiem.
Szkielet w salonie nie musi straszyć. Może po prostu wyglądać tak, jakby mieszkał tam dłużej od nas.
I to jest chyba dużo bardziej niepokojące.
Najmniej ciekawa jest ta z zieloną twarzą
Z czarownicami jest podobnie.
Najmniej interesująca jest ta z plastikową miotłą i brodawką na nosie. Znacznie ciekawsza jest postać, przy której przez chwilę nie wiemy, czy patrzymy na wiedźmę, ekscentryczną arystokratkę czy sąsiadkę, której zdecydowanie nie powinniśmy prosić o sól.
Dobra figurka zostawia trochę niedopowiedzenia.
Nie musi krzyczeć: „Halloween!”. Wystarczy, że stoi w kącie i wygląda tak, jakby znała kilka historii, których wolelibyśmy nie usłyszeć.
Skoro już przesadzać, to na całego
Jeżeli już stawiamy w salonie ogromną figurę, to nie po to, żeby dyskretnie zlała się z zasłonami.
Dopracowana twarz, tkaniny, biżuteria, pióra, postarzone metale i teatralne stroje sprawiają, że taka dekoracja zaczyna przypominać bardziej kolekcjonerski obiekt niż halloweenowy gadżet.
Takich rzeczy nie trzyma się w magazynie. Figurki na Halloween z naszej kolekcji sprowadzamy na zamówienie, bo powstają w małych seriach – między innymi u Goodwill, marki, która potrafi zrobić z Halloween coś pomiędzy teatrem, modą i bardzo eleganckim dziwactwem.
Czeka się na nie od tygodnia do dwóch. Wydaje się, że to uczciwa cena za coś, czego nie zobaczy się u nikogo innego na ulicy.
To wszystko jest kompletnie niepotrzebne
Pani Makabra nie filtruje powietrza. Pies Bones nie ogrzewa domu. Żadne z nich raczej nie podniesie wartości nieruchomości.
Za to potrafią zrobić coś znacznie ciekawszego.
Sprawić, że ktoś wejdzie do salonu, zatrzyma się i przez kilka sekund będzie próbował zdecydować, czy bardziej mu się to podoba, czy bardziej go niepokoi.
Niektóre przedmioty kupujemy właśnie dla tej chwili.
Bo dom nie musi być wyłącznie poprawny, harmonijny i rozsądny.
Czasem dobrze jest zaprosić do niego coś pięknego, absurdalnego i odrobinę niepokojącego.